Sp1

Klasa 2C z wizytą na pływalni w gorzowskiej „Słowiance”

5 listopada klasa 2C wraz z opiekunami wybrała się na podbój gorzowskiego Centrum Sportowo – Rehabilitacyjnego „Słowianka”, a za cel obrała sobie pływalnię. Przy pięknym listopadowym słońcu dwudziestu jeden uczniów wyruszyło szukać przygody na nieznanych dla niektórych wodach! Czas spędzony na pływalni z pewnością nie był czasem zmarnowanym, a uczniowie udając się na tę eskapadę postanowili promować aktywny wypoczynek oraz alternatywy na spędzanie wolnego czasu. 

Zebraliśmy się o godzinie 8.10 przy budynku naszej szkoły. Nie tylko wszyscy byliśmy zwarci i gotowi, ale przede wszystkim zniecierpliwieni, uśmiechnięci i ciekawi, co przyniesie dzień. Około godziny 8.20 przy naszym autokarze zjawił się policyjny patrol, który przeprowadził rutynową kontrolę stanu technicznego pojazdu. Panowie policjanci byli bardzo skrupulatni, a kiedy zakończyli procedurę kontroli byliśmy pewni, że w drodze do Gorzowa Wielkopolskiego nic nas nie zaskoczy. Autokar ruszył „co koń mechaniczny wyskoczy” i po nieco ponad godzinie drogi, którą umilały nam rozmowy i piosenki znaleźliśmy się na miejscu.

Po zameldowaniu się w recepcji pływalni każdy otrzymał swój pasek z czytnikiem i ruszyliśmy do przebieralni. Zanim jednak udaliśmy się do samej przebieralni czekała nas – zgodnie z regulaminem obiektu, z którym zapoznaliśmy się na stronie internetowej centrum – obowiązkowa zmiana obuwia. A potem już szybkie przebieranie, prysznic i ruszamy do wody! W międzyczasie panie i panowie opiekunowie postanowili zorganizować nam zawody „Kto pierwszy się przygotuje na basen”! Oczywiście bezkonkurencyjni okazali się chłopcy! Ale jak to bywa w życiu, na kobiety (nawet te niewielkie) trzeba poczekać… W końcu się doczekaliśmy i rozpoczęła się zabawa na całego!

Pierwsze wrażenie było niezwykłe! Naszym oczom ukazały się trzy różnokolorowe zjeżdżalnie! Żółta dla najmłodszych, niebieska – średnia oraz zielona – największa dla bardziej odważnych. Dodatkowym smaczkiem było to, że przy niebieskiej i przy zielonej na ścianach zamontowane były liczniki mierzące czas przejazdu, więc mogliśmy się pościgać!  Przedtem jednak nasi opiekunowie zasięgnęli u pani ratowniczki informacji, czy możemy zjeżdżać z tak wielkich zjeżdżalni  – mając zaledwie 8 lat ? Odpowiedź okazała się dla nas nowiną bardzo wesołą – pani ratowniczka powiedziała, że jeśli utrzymujemy się na wodzie i nurkujemy możemy! Rozpoczęło się zjazdowe szaleństwo! Zarówno na niebieskiej, jak i na zielonej bezkonkurencyjny był pan Artur (chyba dlatego, że był największy…). My również świetnie sobie radziliśmy! Pani Tatiana i pani Ada nie wiedzieć dlaczego nie chciały spróbować…

Oprócz zjazdów ze ślizgawek, z których konstrukcje dwóch wychodziły poza mury budynku, skorzystaliśmy z wodnego slalomu, biczów i różnego rodzaju innych atrakcji. Woda to wylewała się nam na głowę, to z dna nagle wybuchała niczym wulkany czy gejzery, czy też ze ścian uderzała w nas ze sporą siłą! Były też i palmy, pod którymi chowały się czasem dziewczęta. Oczywiście podczas całej zabawy trzymaliśmy się naszych opiekunów – każda zabawa musi odbywać się odpowiedzialnie, a oni sprawowali pieczę, aby nasze zabawy były bezpieczne dla wszystkich. Tego dnia pozwalali nam na więcej, więc bawiliśmy się w katapulty wodne, wodnych tragarzy czy też podwodne okręty. Oczywiście tragarzami, okrętami i katapultami byli panowie Artur i Rafał, na których padło w drodze demokratycznych wyborów (mieliśmy zdecydowaną większość głosów…). Zabawa była przednia!

Wszystko jednak co dobre szybko się kończy, tak też było z naszym pobytem na „Słowiance”. Kiedy zbliżała się godzina naszego wyjścia zebraliśmy się na brzegu przy fontannie – ci bardziej zmęczeni zanurzyli się jeszcze w jaccuzi i chwilkę odpoczęli. Niektórzy mieli jeszcze sporo sił i drzemały w nich niespożyte pokłady energii. Ale nadszedł czas, choć z pewnością każdy z nas jeszcze chętnie by został… Jak to zwykle w takich miejscach przeliczyliśmy, czy wszyscy są i udaliśmy się pod prysznice. W suszarni okazało się, że pan Artur potrafi nawet zrobić kitkę, o czym przekonała się Ania!

Po opuszczeniu obiektu udaliśmy się do restauracji McDonald’s, gdzie każdy znalazł coś dla siebie. Mimo dużej grupy każdy z nas szybko otrzymał swój posiłek. Dziewczęta zamawiały owoce i warzywa (hitem były jabłka i pomidory, po które nasze dziewczyny wracały po kilka razy!), chłopcy gustowali w daniach mięsnych. Oczywiście nie mogło zabraknąć frytek i soków owocowych – nikt nie tęsknił za napojami gazowanymi! Nasi opiekunowie zaś raczyli się herbatą. Po posiłku udaliśmy się do autokaru i wyruszyliśmy w drogę powrotną.

W drodze powrotnej nasi opiekunowie bardzo nas chwalili. Cieszyli się, że na pływalni potrafiliśmy się bawić się zachowując bezpieczeństwo, w restauracji zachowywaliśmy się kulturalnie właściwie nie zwracając na siebie uwagi, a w autokarze zachowaliśmy porządek i ład, co z kolei bardzo ucieszyło pana kierowcę. Droga powrotna również minęła szybko. Znów były rozmowy, wciąż przeżywaliśmy jeszcze to, co dzisiaj udało nam się zobaczyć i spróbować. Na koniec zaśpiewaliśmy naszym opiekunom, a pan kierowca usłyszał piosenkę specjalnie dla niego: „Kierowca też, kierowca też, przyjacielem drugiej C jest!” Gdy dojechaliśmy rodzice już na nas czekali. Oj było co opowiadać, a każdy żałował, że wszystko trwało tylko chwilę…

Uczniowie klasy 2C.

Poniżej mała fotogaleria z naszego wyjazdu.



Skip to content